13 kwietnia 2015

Dojechal Antonio ze swojej Finci ( to ranczo)

i zabral mnie na przejazdzke, pochwalic sie kolega z daleka ,,,,,


pojechalismy tak jeszcze z 10 kilosow w gory



 najpierw przez uspione jego miasteczko



 a potem pare zakretow , gorek i jestesmy na miejscu

jakies 5 kilometrow wczesniej od gospodarstwa stala brama , tu zaczynala sie posiadlosc , chlopow (gorali) hiszpanskich



 na miejscu poobzieralem wszystko , nawet tego mula roboczego
niczym innym nie da sie dalej jechac




 Antonio poznal mnie z tym chopem



 to jego posiadlosc , wyglada jak najgorsze gospodarstwo
w bieszczadach


 pytam co to ??



 a Antonio odpowiada

to schlachcic hiszpanski , i Torreador
na tej arenie trenuje swoje byki ,i od czasu do czasu robi przedstawienia


 zwroccie uwage jak  dumnie stoi




 oni tu maja wszystkie zwierzeta

kozow i baranow co niemiara
#
 Tequila tez mocno zaiteresowana mlodymi kozami

 podworko , nie focilem w domu , ale ,,,,,,,,,,,,,,




jedna pomieszczenie mieszkalne w nim wszystko i ogromne palenisko z zadaszeniem , taki niby otwarty komninek

 palma na srodku podworka


 abregaty do pradu jak robi swoja prywatna corride to potrzebuje swiatla

a tanszy litr oleju niz jeden kilowat

 wszedzie wolno chodzace krowy i kozy




 kozy tez ,ale czesc z dzieckami jest zamknieta coby ich wilkolaki nie zezarly noca


 jedziemy przez posiadlosc

no tak 10 kilosow x 7 kilosow szerokosci , no pieknie , a wszystko gory i doliny



 potem wypadamy zas na droge i jedziemy dalej , zwiedzac , troche sie po gorach powloczyc ,cos to nie dla mnie , i do tego jestem w japonkach ,ale co tam






tutaj teraz slonce zachodzi kilka minut po 21 a wiec mamy duzo czasu


Brak komentarzy: